Najcenniejszy skarb w mediach – czas.

Autor: 8 czerwca 2016publicrelations.pl

Jednym z najistotniejszych elementów szkolenia medialnego jest wyrobienie w sobie poczucia czasu.


Normalnie funkcjonując nie liczymy sekund swoich wypowiedzi. W radiu, telewizji powinniśmy wiedzieć ile i jak mówić, żeby trafić do odbiorców. Uczyłem się tego pracując w dwóch „najszybszych” programach telewizyjnych – piętnastominutowym Teleexpressie i wielogodzinnej transmisji Finału Orkiestry Jerzego Owsiaka.
Przygodę z telewizją zacząłem od Teleexpressu – od tej emitowanej jeszcze o 17.15. Tam właśnie wpojono mi nieprawdopodobny szacunek dla czasu. Czasu emisji, bo to „świętość”, i czasu na poszczególne informacje. Tu 20 sekund mogło urosnąć najwyżej do 30. To była genialna szkoła precyzji pisania i zabawy obrazem. Obiegowy żart głosił, że wszystko można streścić w 20 sekund, oprócz 10 przykazań. Bo to trwa krócej.

Najwięcej satysfakcji miałem z materiału zapowiadającego koncert charytatywny w Filharmonii. Zdjęcia robiliśmy na próbie. W pewnym momencie przygasły światła i na scenę wyszła Edyta Geppert, z maleńkim synkiem na rękach. Realizator oświetlił tylko ich twarze. Pani Edyta zaśpiewała „Źródło” Jacka Kaczmarskiego. Wszyscy obecni na próbie zamarliśmy, łącznie z operatorem, który na szczęście włączył kamerę. ”Bo źródło, bo źródło wciąż bije…”. Było to tuż po 89 roku. Atmosfera była nie do opisania. Jako dziennikarz miałem tylko jedno zadanie: nie zepsuć materiału. Napisałem krótkie zdanie i wypuściłem 25 sekund pieśni. Moim sukcesem było wytargowanie u redaktora wydania dodatkowych sekund i skrócenia do maksimum tekstu, żeby nie zaczytać fenomenalnego wykonania, zakazanego do niedawna utworu. Udało się wyemitować całą zwrotkę. Przekonywanie wydawcy zajęło mi 20 minut. Zrozumiałem jak istotna jest każda sekunda, gdy sam zostałem wydawcą.

Przy programie informacyjnym czas liczy komputer. Piszemy tekst, komputer przelicza to na czas przeciętnego czytania. Proste. W rzeczywistości prowadzący potrafi dorzucić np. 40 sekund. Reporterzy – wydłużyć felietony, korespondenci przekroczyć wyznaczony czas „lajfów”. Trzeba te zagrożenia wcześniej uwzględnić i zminimalizować, bo program każdej stacji jest zaplanowany tak, by w każdej godzinie emisji wykorzystać limit 12 minut reklam. Najmniejszy „poślizg” powoduje skrócenie bloku reklamowego. A jak mówił klasyk, do pracowników swojej stacji – „Nie interesuje mnie, co będzie między reklamami”. Czas w mediach jest precyzyjnie wyceniony.

Reżim czasowy jest taki sam nawet przy 5-cio godzinnych transmisjach, bo tyle mniej więcej trwały wejścia antenowe z Finałów Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Siedząc przed telewizorem, można odnieść wrażenie, że jesteśmy w trakcie karnawałowego chaosu, w którym przy głośnej muzyce ktoś się pojawia, znika, pojawia się następny ktoś, wyskakuje jakieś łączenie z kraju, potem ktoś zagra lub opowie o kupowanym sprzęcie do leczenia. Ten „chaos” był zaplanowany prawie co do sekundy. W scenariuszu był wpisany każdy gość, każda sytuacja, łączenie, występ. Przed Finałem maile ze scenariuszem krążyły między Fundacją a telewizją częściej niż metro w godzinach szczytu. Każdy z gości wiedział gdzie i o której ma być. Wolontariusze, gwiazdy, przedsiębiorcy i zwyczajni fani akcji Owsiaka. Właśnie w takich momentach widać, kto się szkolił i przygotował. Dochodzi jeszcze atmosfera. Jak mówimy w tańczącym tłumie gdy gra muzyka? Głośno, niektórzy krzyczą. Niewiele osób pamięta, że mikrofony „zbierają” każdą wypowiedź. Emocje, hałas, poczucie więzi z tłumem, rytmiczna muzyka i z tyłu głowy natrętna myśl, żeby świetnie wypaść. Pięknie powiedzieć, błyskotliwie podsumować. Gdy nadchodzi ten moment, Twoje 15 sekund, mało kto pozostaje sobą. Ulegamy ogólnej atmosferze. Wiele firm działa charytatywnie, bo dba o wizerunek. Wypadałoby też zadbać o przygotowanie osób wytypowanych do jego kreowania. Te sekundy, o których tak skrupulatnie piszę, są niezwykle istotne. Ktoś kiedyś powiedział, że telewizja to sztuka rezygnacji. Rezygnacji z nadmiaru informacji, ozdobników, słownych ornamentów, czyli domorosłej grafomanii. Jeśli mówisz krótko, jasno, precyzyjnie masz więcej szans, że zostaniesz zapamiętany i zrozumiany. Mniej znaczy lepiej. Żeby to zrobić, trzeba się przygotować, uwzględniając również specyfikę programu. W jednym rozmawiasz z politykami, w innym z Jerzym Owsiakiem, jeszcze w innym z dziećmi, pytającymi o wszystko. W studiu jesteś jednym z wielu gości „fabryki”, w której liczy się obraz, emocje i czas. Warto go dobrze wykorzystać.