Magda Jethon: wszystkim awanturom w Trójce winni są politycy

Autor: 5 grudnia 2016 wirtualnemedia.pl

– Jeżeli ktoś chce słuchać czegoś ambitniejszego, to nie ma innego radia jak PR III – mówi w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Magda Jethon, była dyrektor Trójki. W wywiadzie również o powrocie autocenzury, interesowności polityków i wiernych słuchaczach.

 

Dariusz Łukawski: To jest coś fenomenalnego, że w obronie pewnych standardów Trójki organizują się sami słuchacze.
Magda Jethon:
Jest to rzeczywiście fenomen. Chociaż ja się temu nie dziwię, bo sama jestem wierną słuchaczką Programu 3. Gdyby mi wypadało, to też bym protestowała. Wszystkim awanturom, które co jakiś czas dzieją się w Trójce winni są politycy. Oni niestety nie doceniają społeczeństwa. Ciągle im się wydaje, że rządzą idiotami. A tymczasem jest co najmniej 10% ludzi, którzy potrzebują czegoś więcej niż szafy grającej. Jeżeli  mają jakieś wymagania, określony gust muzyczny, oczekują mądrego słowa, to właściwie mają tylko jedno radio. Dlatego ta grupa słuchaczy buntuje się, bo to tak jakby ktoś ingerował w ich życie, budował autostradę przez środek ich sypialni. Oni się na to nie godzą.

Czyli mamy klasyczną zamianę elit, jakiekolwiek by nie były.
Dobrze by było, żeby te tak zwane nowe elity, jak mówi Wojtek Mann – „przestały reperować to, co nie było zepsute”.

Jesteś osobą która wielokrotnie była zwalniana z radia, jak się czułaś gdy zespół stawał murem w Twojej obronie?
To było oczywiście wspaniałe uczucie. Warto było być wyrzuconym, żeby coś takiego przeżyć. Wsparcie zespołu jest czymś bardzo ważnym. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że często to wsparcie okupione jest sporym ryzykiem. Tak jak obecnie, kiedy koledzy w Trójce walczą o swoje koleżanki. Muszą się liczyć z naganami, a nawet ze zwolnieniami. Żyją więc w ciągłym napięciu, żeby nie powiedzieć, że wręcz w strachu. Robienie radia w takiej atmosferze jest naprawdę wyczynem. Podziwiam ich profesjonalizm.

Nie chodzi o to, żeby komukolwiek szkodzić, ale nakreślić pewną mapę medialną. Trójka jest radiem dla inteligentnych słuchaczy, żaden dziennikarz nie robi tam z siebie pajaca, żeby zyskać popularność. To naprawdę radio, które trzyma poziom.

Utrzymanie wysokiego poziomu mediów publicznych, czy konkretnie Trójki, nie jest celem obecnej władzy. Mogę nawet przypuszczać, że władzy chodzi o coś wręcz przeciwnego – o obniżenie poziomu. Miałam taki epizod w życiu, kiedy wystąpiłam w sądzie jako świadek, w jakiejś sprawie dziennikarskiej. Jedna ze świadczących dziennikarek, starała się podważyć moją wiarygodność, sugerując, że pogardzam prostymi ludźmi, ponieważ powiedziałam publicznie, że Trójka jest sprofilowana i skierowana do odbiorców wykształconych i bardziej wymagających. Ta argumentacja wszystkich zaskoczyła. Obecnie tamta pani jest beneficjentką dobrej zmiany, a wtedy chciała udowodnić, że robienie ambitnego radia jest okazywaniem pogardy dla prostego człowieka. No cóż, dziś koledzy tej dziennikarki „naprawiając” radio i ingerując w kulturę, pokazują pogardę dla inteligentów. Wystarczy zobaczyć jak traktują artystów, intelektualistów, dyskredytując ich osiągnięcia i podważając autorytet. Nie kryją się zresztą z tym, że ich zadaniem jest wymiana elit. W związku z tym, jeżeli Trójka straci słuchaczy, to się nie zmartwią, bo to będą słuchacze gorszego sortu.

To politycy decydują kto wylatuje, kto awansuje?
A Jacek Kurski jest politykiem? A główny obsadzający w mediach Krzysztof Czabański jest kim? Chyba widać gołym okiem. W przeszłości bywały różne ingerencje, ale takiej hucpy jak teraz, to jeszcze nie widziałam.

Jest cała rzesza zmienników.
Tak. Wszędzie są Misiewicze, ale w mediach jest to znakomicie widoczne. Bo słychać nie tylko to co mówią, a tu mamy wiele oczywistych zastrzeżeń do treści, to jeszcze słychać jak mówią. Wspomniałeś wcześniej o profesjonalizmie dziennikarzy Trójki, o języku jakim się posługują. No właśnie, zwróć uwagę, Misiewicze na ogół nie tylko nie znają się na radiu, nie tylko wykonują polecenia mocodawców w doborze treści, ale też nie mówią zbyt poprawnie po polsku. Tak na marginesie zastanawia mnie, jak można tak ostentacyjnie podkreślać swój patriotyzm i równocześnie mówić „wziełem”, czy rok „dwutysięczny szesnasty”. A może prawdziwy patriota zwolniony jest z nauki języka polskiego? Jednak w radiu pewne błędy są dyskwalifikujące.

Władza deklaruje wolę naprawy, również mediów.
Nikt z obecnej władzy nie myśli o tym, żeby z mediami publicznymi zrobić porządek. To jedna wielka ściema. Kilka dni po moim odwołaniu z funkcji dyrektora Trójki pani prezes powiedziała mi, że przyszła tu po to, żeby naprawić radio, żeby ono było wreszcie dobre, rzetelne i uczciwe. Jak realizuje swoją misję każdy widzi, a kiedy zapytałam, czy Trójka nie była dobra i rzetelna, usłyszałam: Mnie nie interesuje przeszłość, ja myślę tylko o przyszłości. Dlatego napisałam książkę „Państwu pierwszym opowiem o Trójce”, żeby pokazać jaka Trójka była. Bo żeby myśleć o przyszłości, trzeba znać przeszłość.

40 lat pracy w Trójce z kilkoma przerwami. To forma rozliczenia z przeszłością, z obecną ekipą?
W książce nie ma żadnych rozliczeń. Trójka, mimo różnych przeżyć i perturbacji, jest pięknym miejscem. Szkoda mi było czasu na zbyt szerokie opisywanie hucpy. Niektóre wydarzenia wspominam raczej z przymrużeniem oka. Zresztą kiedy spisywałam swoje opowieści to jeszcze nie wiedziałam jaki będzie poziom zniszczeń w Trójce, w momencie kiedy się ukaże książka. Poza tym uważałam, że krytykowanie przeze mnie tych, którzy dopiero przyszli, nie byłoby zbyt eleganckie. Wielokrotnie byłam proszona przez różnych dziennikarzy, z różnych mediów, żeby ocenić nową dyrekcję Trójki i porozmawiać o dobrej zmianie. Odmawiałam. Nie wydawało mi się to w zbyt dobrym stylu. To zresztą nas różni. Naszą stronę od tamtej, że mamy jakieś obiekcje, że czegoś nam nie wypada. Dziś coraz częściej zastanawiam się, czy ta „elegancja” to jest dobry styl, czy raczej frajerstwo.

Ty stałaś na drodze tej zmianie na lepsze? Rozstałaś się z radiem, za porozumieniem stron.
Nie, nie. Ostatecznie odeszłam za porozumieniem stron, to prawda, ale jednak to pani prezes odwołała mnie z funkcji dyrektora. Gdybym nie wyszła z taką propozycją, to wyrzuciłaby mnie najprawdopodobniej dyscyplinarnie, tak jak to zrobiła z dyrektorem Jedynki, Kamilem Dąbrową.

Tak, wiem jak to wyglądało.
8 stycznia w piątek, ok. godziny 13-ej pani prezes przyszła po raz pierwszy do radia, a już po trzech godzinach miała wyczyszczonych kilka dyrekcji. Mnie odwołała chyba w drugiej kolejności ok godziny 16-ej, tuż po wyrzuceniu dyrektora Jedynki. O odwołaniu dowiedziałam się z Internetu. Nikt nawet do mnie nie zadzwonił.

Jak oceniasz zachowanie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, tej poprzedniej.  Z mediów publicznych wyrzucono około 200 dziennikarzy, wcześniej TVP „wyleasingowała” ponad 400 osób… ministrowie z Rady, w której jak się żartuje weekend zaczyna się już w środę, nie protestowali zbyt intensywnie. To tylko potwierdza, że bardziej reprezentują interesy polityków niż mediów.
Nie jestem pewna, czy KRRiT miała wtedy realne możliwości obronienia tych 200 wyrzuconych dziennikarzy. Tak czy owak, dopóki ktoś nie napisze ustawy eliminującej polityków z wpływania na media, to tak właśnie będzie. W Trójce przy pomocy pewnej kancelarii, napisaliśmy projekt ustawy. Były tam rozwiązania, które uniemożliwiały bezpośrednie naciski polityków. Nikt jednak nie był zainteresowany zmianą ustawy.

Szef Platformy namawiał, żeby nie płacić abonamentu.
Platforma bardzo źle się przysłużyła mediom publicznym. Wprawdzie nie ingerowała tak ostro w zespoły redakcyjne i w program, ale przez brak zainteresowania ich naprawą, bardzo im zaszkodziła. To wielki grzech zaniechania.

Menedżerowie mediów publicznych, za czasów Platformy doprowadzili do oddania dziennikarzy i pracowników TVP, jakiejś spółeczce w leasing. To też nie jest chwalebne.
To był skandal. Wszyscy, którzy brali w tym udział powinni za to odpowiedzieć. To okropny pomysł. Nawet nie wiem czy zgodny z prawem.

To chyba najprostsza prawda o mediach publicznych: nikt nie dba, a wszyscy chcą je wykorzystać?
Media w rękach polityków to oczywiście katastrofa. Problem jednak jest dużo głębszy. Chodzi o zgodę na zbyt bliskie kontakty polityków z dziennikarzami. W Polsce te grupy zawodowe żyją w pełnej symbiozie. Cały cywilizowany świat doskonale wie, że kontakty poza zawodowe dziennikarzy z politykami są wielce naganne. Opowiadał mi niedawno Maciej Czajkowski, dziennikarz polskiego pochodzenia, pracujący w BBC, jak był zszokowany kiedy dowiedział się, że w Polsce co roku organizowany jest charytatywny bal dziennikarzy, na który zapraszani są również politycy i przedstawiciele biznesu. Taka impreza w Wielkiej Brytanii postrzegana byłaby jako miejsce korupcji i nielegalnych interesów. Wszyscy uczestnicy takiego balu byliby wymienieni z nazwiska i społecznie zdyskredytowani. W Polsce nie przeszkadza to ani dziennikarzom, ani politykom, ani społeczeństwu.

Wracając do Trójki, pikietujący przed jej siedzibą ludzie domagali się wolności słowa, swobody wyrażania poglądów, przywrócenia wyrzuconych dziennikarzy i szanowania tych, którzy zostali. To niesamowity gest dla zespołu, jednak jak oni mogą się czuć?
Poparcie słuchaczy jest budujące. Na pewno z tego powodu czują się bardzo dobrze, na pewno łatwiej jest w tej sytuacji przeżyć naciski, cenzurę prewencyjną, szykany, zastraszanie itd. Ostatnio pani prezes na spotkaniu z zespołem pytała dziennikarzy: o co wam chodzi? Przecież nie ma cenzury, kto jest naciskany? Kiedy zaczynałam pracę w Trójce w czasach PRLu, na Myśliwieckiej urzędowała cenzorka specjalnie oddelegowana do Trójki. Władza wiedziała, że żeby zmniejszyć napięcia społeczne, potrzebny jest ludziom wentyl bezpieczeństwa i że w Trójce musi być trochę inne, nie tak zakute zarządzanie. Dotyczyło to szczególnie cenzury. W całym Polskim Radiu, była taka zasada, zgodnie z którą cenzor złapawszy dziennikarza na „nieprawomyślnych” treściach dostawał premię, a dziennikarz trzy razy złapany, wylatywał z pracy. Dlatego każdy dziennikarz starał się sam cenzurować. W Trójce było inaczej. Nasza pani cenzorka nigdy nie zgłaszała, że kogoś na czymś złapała, (pewnie traciła premię, albo ktoś jej to rekompensował), a dziennikarz nie musiał się sam cenzurować, bo pani cenzorka zawsze trzymała rękę na pulsie. Teraz jest sytuacja taka, jak kiedyś w całym Polskim Radiu. Żeby się utrzymać potrzebne jest włączenie autocenzury. Tylko jak się nauczyć autocenzurowania kiedy od lat było się rzetelnym dziennikarzem? Jak można nagle przedstawiać tylko jedna stronę konfliktu? Jak można pomijać pewne wydarzenia, tylko dlatego, że władzy są nie na rękę? Jak w tym się odnaleźć? To naprawdę jest, delikatnie mówiąc, frustrujące.

Nie chcesz zdradzać szczegółów i nazwisk. Przypomnę, że tak się umówiliśmy, bo nie chcesz zaszkodzić osobom tam pracującym.
Tak.

Ale otwierając swój portal, też się wpisałaś w politykę. Sama nazwa KODUJ24 wszystko wyjaśnia.
Ulegasz demagogii PiS-u. W swoim życiu parę razy zostałam wyrzucona z pracy. Nie dlatego, że źle pracowałam, czy coś zawaliłam. To stało się dlatego, że miałam odwagę sprzeciwić się i postępować zgodnie ze swoim sumieniem. Nie wchodziłam nigdy w żadne układy polityczne. Raz się opowiedziałam po stronie Solidarności, bo uważałam, że to jest mój obowiązek, za co 8 lat miałam wilczy bilet. Zapłaciłam bardzo dużą cenę. Moi koledzy robili kariery, kiedy ja byłam na aucie. Nie tylko w mediach nie mogłam się zatrudnić, ale nawet w sklepie. Po raz drugi w życiu poparłam ruch obywatelski, KOD, traktując go tak jak Solidarność. Opowiedziałam się za demokracją, praworządnością i wolnymi mediami, czyli za czymś, co uważam za słuszne.

Czyli się opowiedziałaś.
Powtórzę, opowiedziałam się za demokracją, praworządnością i wolnymi mediami. Każdy może wejść na nasz portal koduj24.pl i zobaczyć. Naszą rolą nie jest lansowanie żadnej partii, ani żadnego stowarzyszenia, tylko obrona demokracji.

Ty też zapowiadałaś, że chcesz stworzyć radio.
Tak, robię wszystko w tym kierunku. To nie jest proste, bo na to potrzebne są pieniądze. Wielu Polaków, a przede wszystkim polski biznes boi się wspierania jakiejkolwiek inicjatywy, która mogłaby się nie podobać władzy. No cóż, spora część społeczeństwa próbuje jakoś żyć, czyli jak mówił Stefan Kisielewski urządzać się w d..ie. Właściwie prawie wszyscy deklarują: Tak, chcemy wspierać, ale jak to zrobić, żeby się nikt nie dowiedział. Boją się. Ja to nawet rozumiem. My cały czas pracujemy na zasadzie wolontariatu. Za chwilę minie pół roku. Niektórzy już dłużej nie mogą. Rozpoczęliśmy zbiórkę, zobaczymy jakie będą efekty. Czy przeżyjemy do wiosny? Zobaczymy.

Na zakończenie wróćmy do Trójki. Kiedyś przekazaliście następcom wskazówki, jak kierować tym zespołem.
W 2012 roku na 50 lecie Trójki zakopaliśmy wielki skarb w Alei Radiowej Trójki. Były tam piękne rzeczy, w skrzyni zafundowanej przez Mennicę Polską schowaliśmy DNA Nieźwiedzia, Barona, nasze monety – dwuzłotową i trzydolarową…

Trzydolarową ???
Tak, mamy taką srebrną trzydolarówkę z naszym trójkowym logo, która jest oficjalnym środkiem płatniczym na wyspie Niue Island. W tej skrzyni był również list do przyszłych dyrektorów.

Co w nim było najważniejsze?
Praktyczne rady co ma robić ktoś, kto zostanie dyrektorem Trójki. List był oczywiście żartobliwy, ale zwracaliśmy uwagę adresatowi, że dobrze by było, żeby szanował historię i tradycję Trójki, działał w porozumieniu z zespołem, no i oczywiście we własnym interesie szanował ludzi z zespołu, by jak najpóźniej sprawdziło mu się porzekadło „Dłużej klasztora, niźli przeora”.

Mam nadzieję, że ta złota myśl niebawem się sprawdzi, a na razie może podtrzyma na duchu zdziesiątkowany zespół Trójki.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Dariusz Łukawski