Jerzy Owsiak na jubileusz WOŚP wybuduje miasteczko pod Pałacem Kultury

Autor: 14 listopada 2016 wirtualnemedia.pl

Studia w meganamiotach, koncert na mównicy Gomułki. Jerzy Owsiak opowiada o planach na jubileusz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, o współpracy z TVN-em, obecności w sieci i profesjonalizacji, wynikającej z polskich kompleksów.

 

Dariusz Łukawski: 10 lat temu Bronisław Wildstein, wtedy prezes TVP, powiedział po spotkaniu z Tobą: Twardy zawodnik. Grzecznym chłopcem to Ty nie jesteś. Dlatego jesteś taki skuteczny?
Jerzy Owsiak: Nie, no nie, no nigdy nie dałem nikomu odczuć, no może poza paroma wyjątkami, że rozmawiam poprzez złość, że z góry chcę komuś coś narzucić. Wręcz nawet próbuję złapać jakiś cień porozumienia. Bywa, że jestem twardym zawodnikiem i jak ktoś nas mocno obraża, to mówię: ok, skończyły się żarty, bierzemy prawnika. Wiem, że będzie bolało mnie i drugą stronę. Trudno. Ale bardziej staram się mieć w ludziach oparcie. Proszę swoich współpracowników: nawet jak powiem coś głupiego, to przeproście, powiedzcie, że przemęczony byłem. Ale mimo to, dużo ludzi chce z nami współpracować. (śmiech)

Tak jak w tym roku TVN. Jak ten finał będzie wyglądał?  Wynajęliście jakieś studia?
Nie,  jest wyzwanie bardzo duże, a my lubimy wyzwania. Nie gramy w budynku.  Budujemy całe duże studio pod Pałacem Kultury. Przy okazji  zmiany głównego nadawcy Finału, robimy coś nowego. Wchodzimy w dwa ogromne, wielkie namioty, jedyne takie, które można w Polsce wynająć. Jeden ma 700, drugi 500 metrów kwadratowych. Firma dysponująca tymi namiotami, stawiała je ostatnio w Kalifornii na jakimś wielkim ślubie. Bon Jovi tam grało, a my  zbudujemy w nich  studia.

Karnawał w styczniu pod namiotami?
Tak. Tak jak się działo w TVP. W jednym, jak w studio nr 5, będzie głośno i mnóstwo gości i zespołów, a w drugim, tak jak w hallu bloku B, w bardziej kameralnej atmosferze będziemy rozmawiali z lekarzami i prezentowali sprzęt medyczny.

Koncert?
Oczywiście, do tego dochodzi scena, ta która stanie na mównicy Gomułki i ona będzie grała do ludzi. Z boku będą te namioty, w sumie powstanie całe miasteczko. Bo wyzwanie jest ogromne, od szatni dla ludzi poczynając, skończywszy na toaletach.

Jakaś specjalna gwiazda na jubileusz?
Nie, nawet gdyby Jagger czy Bono chcieli zagrać, to ich menedżmenty mają zbyt wysokie wymagania finansowe. Szkoda zawracania głowy. Myślimy o czymś special, w stylu One Direction, ale za wcześnie na szczegóły.

Jak zaplanowaliście transmisje?
Głównym kanałem będzie naziemna TTV, która będzie cały czas relacjonowała to co się dzieje, to co ułożymy w scenariuszu, czyli kilka godzin takiego przetykanego programu, podobnie jak dotychczas w publicznej. TVN weźmie najważniejsze bloki, czyli otwarcie biegu „Policz się z cukrzycą”, „Światełko do nieba”, licytacje złotych serduszek i sam finał. TVN24, z doświadczenia wiemy, bo z nimi już graliśmy na „Przystanku Woodstock”, że moderuje to w trakcie przekaz na bieżąco, a więc czuje co jest grane i wtedy wchodzi z transmisją.

Tylko Warszawa?
Nie, oprócz tego stawiają swoje wozy reporterskie w 10 miastach, do tego dochodzi ich portal internetowy.

Inne stacje?
To będzie miejsce otwarte dla wszystkich mediów. Zawsze był ból w TVP, że jeżeli ktoś rozstawiał kamerę, to tylko poza czasem wejść antenowych do „Dwójki” albo na sali konferencyjnej. Tutaj będzie w jednym miejscu wszystko, każdy będzie mógł dostać sygnał.

Ty jesteś producentem całości?
Producentem będzie „Złoty Melon”, firma Fundacji, która produkuje tego typu przedsięwzięcia. TVN daje przekaz i całą obsługę kamerową.

Kto już zgłosił akces z mediów do obsługi Finału?
Stacje lokalne, główne portale internetowe

A telewizje? Powstało parę nowych.
Myśmy wysłali listy do TVP i do TVN-u. Do Polsatu nie wysyłaliśmy, bo robiliśmy to wielokrotnie i nigdy nie było odpowiedzi. Więc darowaliśmy sobie Polsat. TVP odpowiedziała 3 dni po ogłoszeniu współpracy z TVN-em. Słabo, że publiczna się nie odezwała, bo to jest dzieło tej telewizji i my to wszędzie podkreślamy. Nie ma takiego miejsca, gdzie byśmy nie pisali, że 24 lata tego programu funkcjonowało dzięki TVP. Otrzymaliśmy później list od pana Kurskiego, że TVP „nie uchyli się od informowania o przebiegu i rezultacie tegorocznej zbiórki”.

Trudno tego nie zauważyć…
TVP nie zauważyła jednak, gdy podawaliśmy rekordowe wyniki ostatniego Finału. A to było dzieło Telewizji Polskiej. My przekazaliśmy informacje z kim będziemy grali przy okazji bicia rekordu w resuscytacji krążeniowo-oddechowej. Kilkadziesiąt tysięcy dzieciaków w całej Polsce było w to zaangażowanych i telewizja też tego nie pokazała. Bardzo się temu dziwię.

Czujesz się sekowany?
Dużo jeździmy po Polsce, gdzie otwieramy różne pracownie, przekazujemy sprzęt, uczestniczymy w Kongresach. Ostatnio byliśmy na zjeździe neonatologów w Opolu. Lokalne telewizje działają, zawsze są. Kiedyś te wiadomości się przebijały, choćby do Panoramy, ponieważ to była taka wizytówka Telewizji. Te 24 lata Orkiestry są absolutnie sukcesem również TVP. Chcę mieć poczucie, że w tym roku telewizja nie będzie szukała rzeczy, które będą dyskredytować fundację, że ktoś grzebał palcem w skarbonce, tylko pokaże cały koloryt tego Finału.

Czyli w dniu Finału odrzucasz wszelkie animozje?
Absolutnie. Uzgodniliśmy w Fundacji, że sygnał będzie ogólnodostępny. Gdy przyjdzie, mówię „ na rybę”, telewizja Trwam, to tak samo będzie chciała pokazać jak się ludzie bawią. Chcemy im dawać ten przekaz, który będzie dobrze zrobiony. Na Przystanku Woodstock, też dajemy profesjonalne materiały, zdjęcia ze sceny itp.

Co z internetem? Powiedziałeś, że główne portale już się zgłaszają.
Naszym głównym partnerem w sieci jest Interia. Myśmy ten internet chwycili kilkanaście lat temu, ja się na tym mało znam. Mam jednak grupę ludzi, którzy uczulają mnie, jak się poruszać w portalach społecznościowych. Oddałem im pole i powiedziałem: Proszę, zaczynacie działać. Nasz dział PR, czyli Krzysztof Dobies, pseudonim Milkee, ma grupę, która potrafi równie dobrze dotrzeć z komunikatem Fundacji do właścicieli psów czy kotów, jak do fanów gotowania czy do młodych rodziców. Dzięki temu, w sumie półtora miliona ludzi obserwowało w internecie Przystanek Woodstock. Oni wiedzą jak trafić do konkretnych osób.

To są podstawy…
Tak, tylko oni są tak profesjonalni, że gdy stawiamy te dwie ogromne  kopuły pod Pałacem Kultury, musimy tą całą transmisję połączyć i wysłać do ludzi internetem, to mam 40 osób, które to potrafią. Bardziej skupiamy się na tym czy nie będzie za zimno, czy nie będzie ciągnęło od podłogi, niż na tym jak trafić z sygnałem na  Malediwy czy do Australii. Oni to wiedzą.

Social media to nie tylko radość dotarcia do Unikalnych Użytkowników, to też hejt, a tego Ci nie brakuje.
Internet jest wygodny, ale też niebezpieczny, hejtuje, kłamie, wprowadza nierzeczywisty obraz. Nasz zespół potrafi te wiadomości odcedzić, skontrolować i ocenzurować. My się tego nie wstydzimy, my o tym bardzo wyraźnie mówimy.

Jak to wszystko się ma do tego pierwszego Finału, do tej podarowanej obrączki. Jak bardzo to się skomercjalizowało, a główną rolę przejęły firmy, które chcą się pokazać?
To musi tak być. Pierwszy finał był w całości sponsorowany przez Telewizję Polską. Nikt się nie spodziewał jeszcze jak to będzie wyglądało. Każdy, kto wchodził, mógł powiedzieć co chce. Był taki słynny koleś, który chodził za mną i pytał: ile kosztuje, żebym był na antenie? Myślałem, że żartuje, ale jak nas kamery zastały, to on wyciągnął jakieś pieniądze, tak jakby dziś 400 złotych, i powiedział, że jest elektromechanikiem i chce, żeby wszyscy elektromechanicy się dołożyli, a on sam nareperuje wszystkie grzałki na swoim osiedlu. Kurde, w sumie koleś skrótem sprzedał całą ideę i swój adres. Uczyliśmy się tego. Już 3 finał potrzebował sponsorów i oni się pojawili.

To kto jest ważniejszy? Ludzie czy sponsorzy?
Ludzie, ale dbamy o sponsorów, którzy od lat są z nami, bo za wiele rzeczy trzeba zapłacić. Koncert pod Pałacem kosztuje ok. 700 tysięcy złotych, od lat płacą za to sponsorzy. Telewizja dostarczała tylko wozy transmisyjne, których obsługa też kosztuje, ale to myśmy organizowali całe widowisko. Nie można, nie można się obyć bez sponsorów. Dzisiaj nie ma takiej możliwości. Wydaje mi się, że robimy to dosyć zgrabnie, nienachalnie. Są też sponsorzy, którzy jeszcze bardziej chcieliby wejść ze swoim produktem, na piersiach, na szyi, na głowie. Na to nie pozwalamy.

A ludzie, jest jeszcze ten duch z pierwszego Finału?
Absolutnie tak. Tylko to był inny czas. Studio wyglądało jak studio wyborcze w „Bułgarii” 25 lat temu. To było lekko smutne, ponure. To my tak pamiętamy, że była wspaniała atmosfera. A prawda jest taka, że Polska 25 lat temu była krzywa, ponura, bura. Faceci chodzili w marmurkach, takich tureckich dżinsach, z taką szajba na głowie. Kobiety wyglądały okrutnie, w jakichś garsonkach z poliestru. I taki był ten pierwszy Finał, on wbił się w tą rzeczywistość. W studiu stały  4 kolumny, bo takie były wtedy w magazynie, jakieś choinki  i mikołaje, z d..y totalnie… chodziliśmy ze scenografem po magazynach i wybieraliśmy co było do wzięcia.

Cytując klasyka  „5 lat wojny, 5 lat okupacji, wszyscy pamiętamy…”, ale co zostało w ludziach?
Przecież widzisz w transmisjach przez cały dzień w studio tłum kłębiących się ludzi, który o 12 w nocy jeszcze drze mordę…To my im mówimy idźcie do domu, idźcie spać, bo ja już nie mam siły. Entuzjazm jest niesamowity. Ja się kiedyś bałem, że Fundacja się zestarzeje razem z nami i razem z wolontariuszami. A my mamy cały czas kontakt z coraz to młodszymi dzieciakami, które są niesamowicie zaangażowane w pracę Orkiestry. W studiu nie ma plansz z napisem „APLAUZ, APLAUZ”. To się dzieje na żywo.

Jednak według scenariusza.
Tak. Tylko ten pierwszy to były 3 kartki, teraz to jest cały tom, rozpisany co 30 sekund.

W telewizji nie powinno być przypadków.
Tylko to zawsze jest wyzwanie. To mobilizuje, ale przy tych wielkich halach tego Finału wszystko może się wydarzyć. Może ktoś na kabel stanie, może ktoś coś przerwie. Wydaje mi się, że to wszystko będzie się broniło tym, że to jest robione szczerze, z sercem.

Jak to robisz, że działanie Fundacji „sprawia wrażenie porządku i ładu” prawie korporacyjnego. Księgi znaków itp.
To proste.

Naprawdę?
Od samego początku pracowaliśmy na zaufanie. Handlarze diamentów w Szwajcarii przybijają sobie tylko piątkę potwierdzając transakcje. Nie wchodzi w grę jakaś zmyła, bo znikasz z rynku. My dziś mamy takie zaufanie u ludzi. Wszystko jest zapłacone.  Załatwiamy sprawy na telefon. Po drugie, staramy się wczuć w rolę ludzi, partnerów, widzów na koncercie. Wiem, że jak ja zmarznę to i oni będą marzli. Po trzecie, to wynika z moich kompleksów i kompleksów naszego pokolenia, polskiego bałaganu, polskiej ściemy, że nie da się, nie uda. A nawet jak pójdzie, to na koniec nie masz gdzie rąk umyć, bo ktoś nie pomyślał o sanitariatach. Ja miałem ten kompleks jak jeździłem po świecie. Dziś trzymamy tamte standardy. Już się nie krępuje na zagranicznych konferencjach czy spotkaniach.

Ile osób teraz na to pracuje?
42, te osoby pracują cały czas, niby ostatnio było 30, ale na wniosek nawet nowej „zmiany” (śmiech) umowy „śmieciowe” zamieniliśmy na umowy o pracę. Większość, czyli 60% to panie. Średnio zarabiają 3,5 tysiąca. Średnio.

Do tego wolontariusze i wynajęci ludzie do konkretnych akcji?
Hm, zwłaszcza przed świętami czy Finałem, tu po biurze kręci się półanonimowy tłum ludzi, potem się okazuje, że gdzieś tam wszyscy są rozpoznawalni. Zwłaszcza moja żona Dzidzia ma świetny kontakt, oni wszyscy przychodzą do niej z kłopotami i nie tylko.

Powiedz jak to jest? Ty, dla niektórych Wujek Samo Zło, masz od 40 lat te samą żonę. Jesteście ze sobą w domu, w pracy, znowu w domu ,zero skandali. Jak to się dzieje?
Mało tego, ktoś mi przysłał maila, że widział nas na ulicy na spacerze, chciał podejść i przybić piątkę, ale zrezygnował, bo usłyszał, że rozmawiamy o sprzęcie. Z Dzidzią wynosimy te sprawy z pracy do domu. To mi nie przeszkadza a nawet buduje. Bywa czasem ostro, ja mówię: K.. już dosyć , nie rozmawiajmy na ten temat, jutro do tego wrócimy. No ale siłą rzeczy często gadamy.

Zawsze zgodni? Nie wierzę.
Mamy osobne zdania,  ale jest miedzy nami taka przyjaźń. 40 lat razem, to szmat czasu. Jak ja nieraz patrzę na tych celebrytów, na okładkach piękne śluby, ona piękna, on piękniejszy, ona mądra, on jeszcze mądrzejszy… . Jebudu, po roku znów na okładkach to wszystko się rozwala. Ok, ci ludzie mają taką potrzebę. Dzidzia  unika mediów. Jest osobą przytomną, z głową na karku. Nawet jak się kłócimy, nie są to kłótnie z nudów, z nie wiadomo  czego, ze zgnuśnienia. Nie, my mamy ciekawy dom. Miałem 20 lat temu paru przewidywaczy, kim ja jestem i kim ja nie będę, jakie mam cechy, takie siakie, owakie. A patrzę na tych ze świecznika, niektórzy obnoszą się ze swym katolicyzmem i mają trzeciego męża. Tak sobie myślę: ok, nie wcinam się w ich sprawy, tylko niech oni też nie wcinają się w moje.

Jesteś katolikiem?
Jestem katolikiem, który sam do tego doszedł. Jestem takim katolikiem nadwiślańskim, mazowieckim. Otwartym na wszystko co jest, równie dobrze mogę być przekonany do wiary gościa, który płynie czółnem po Orinoko. Jestem katolikiem otwartym, tolerancyjnym, nigdy mi ten katolicyzm w niczym nie przeszkadzał. Nie do obnoszenia. Wszystkie sprawy uregulowałem se już jako dorosły człowiek. Ślub kościelny, jak byliśmy już dawno po cywilnym. Notabene Jaś Pospieszalski był naszym świadkiem. Tak nieraz mówimy z Dzidzią, że gdyby wszyscy byli takimi katolikami za jakich się uważają, to bylibyśmy jedynym krajem, gdzie w samochodach nie byłoby zamków.

Jednak z drugiej strony jesteś wybuchowy, bardzo emocjonalny.
Oj rzadko już, bardzo rzadko. Wiesz co, wybuchają ludzie, którzy są przekonani do swoich racji. Dlatego ja na wszelkiego rodzaju takich szaleńców,  patrzę łaskawym okiem. Wydaje mi się, że trudno jest to zagrać. Jak ktoś się unosi, jak słyszy, że coś niefajnego dzieje się z pieniędzmi… wtedy po stole biegam i krzyczę, że może będą gdzieś w słoiku. Potem siebie oglądam, sam się z siebie śmieję, ale to jest impuls. Impulsem są też listy do ministra zdrowia, gdy ratownicy nie jadą do chorego dziecka.

Czyli jeszcze wulkan drzemie.
Wiesz no, mam 64 lata, ale wszystkie te moje wybuchy sobie ceniłem, bo były szczere. Kiedyś my się ścięliśmy…

Chłopcy tak mają.
No właśnie, siedzi to w Tobie, gdzieś się nakręcasz, napędzasz. Darek, jakbyś popatrzył, 25 lat nowej Polski, znajdź mi coś z czego bylibyśmy dumni. Straciliśmy Solidarność, bo emblemat Solidarności noszą zupełnie inni ludzie. Straciliśmy Wałęsę jako symbol. Parę lat temu jakaś grupa napisała do komitetu noblowskiego, żeby zabrać Wałęsie Nobla. Odpowiedź była piękna: My dajemy, nie zabieramy. Szanujmy to co nam dane.

Pozbyłeś się kompleksów?
Na dziś jest taki stan, że robimy Fundację, wydaje się nic wielkiego. Ok, jak mi mówisz, że na zewnątrz wygląda to profesjonalnie, super, bo nam o taki standard chodzi.  A jak jakiś gamoń napisał, że zebraliśmy 50 milionów, ale telewizja wydała więcej na organizację, to mnie szlag trafia. Moja córka do swej pracy magisterskiej wydobyła te dane z telewizji : ostatni finał kosztował niecałe 700 tysięcy złotych, a wpływy z reklam wyniosły ponad milion 100 tysięcy.

Nie mogę ani zaprzeczyć, ani potwierdzić. Nie będę zdradzał szczegółów umowy poprzedniego pracodawcy. Wróćmy do Twoich kompleksów. Wyleczyłeś się?
– Jak dzisiaj z kimś rozmawiam, to naprawdę czuję, że jak chcemy porozmawiać o czymś fachowym to wreszcie się czuję mocny. Jak by się ze mną boksował, to bym mu zadał pytanie: Jak wspomóc oddech u niemowlaka?  Metodą Infant Flow, metodą saturacji czy respiratorem inwazyjnym? I wtedy właśnie komuś mówię: spier.. bo się na tym nie znasz i nie zawracaj mi d.. . Ty nie wiesz, a ja wiem. Trzeba sięgnąć po Infant Flow. Więc jeśli chodzi o orkiestrę i o parę rzeczy, to tak, pozbyłem się kompleksów. Bo wiem jak to robić. To jest we mnie 24 godziny na dobę.

Czyli finał się odbędzie?
– Wiesz co, ostatni finał, gdzie szerzej poszliśmy z internetem, utwierdził mnie w przekonaniu, że z tą ekipą możemy zrobić transmisję w kosmosie, tylko niech ktoś ten sygnał od nas weźmie. Nie ma problemu.

Rozmawiał: Dariusz Łukawski