Jason Bourne – 120 mln USD na film do internetu. Ty też możesz, tylko taniej

Autor: 2 września 2016publicrelations.pl

Nie chodzi o Bourne’a, nie chodzi o pieniądze, nie chodzi o kino. Chodzi o gusta i technologię, o pozyskanie targetu, zdobycie rynku, dotarcie z ofertą. Dlaczego więc wymieniam w tytule Bourne’a? Bo to najlepszy przykład, gdzie dziś jesteśmy. Wydano 120 milionów dolarów, żeby zrobić film, w którym większość ujęć wygląda jakby kręcono je komórką. Żeby oddać prawdę, dziesiątkami komórek. Żadne szkolenia medialne tego nie nauczą, tu trzeba mieć talent. Bourne powrócił po 9 latach przerwy, znowu wyznaczając trendy i szukając nowego młodego widza. Ty też możesz to zrobić – tylko zdecydowanie taniej.

MEGATECHNOLOGIA W SŁUŻBIE PROSTOTY

Zamykając sprawy finansowe, Bourne tylko w pierwszy weekend zarobił 350 milionów. Dokładając do tego swoje 3 centy, oglądałem z niedowierzaniem popisy operatorskie. Barry Ackroyd, ten sam, który robił zdjęcia do  „Kapitana Philipsa”, surowe, naturalne, szorstkie, tym razem poszedł jeszcze dalej. Obraz był jak z komórki. Byliśmy blisko. Nieważne było światło, sterylne ujęcia, wystylizowane sceny. One były dopracowane, ujęcia były dopieszczone, ale założeniem był chaos. Taki jaki zdarza się u amatorów. Jego zaletą jest autentyczność. Tego szukamy w internecie. Z jednej strony kreujemy się na gwiazdy sieci, a z drugiej chcemy oglądać prawdziwe gwiazdy w prawdziwych sytuacjach.

Fot. materiały prasowe

Na czym polega nieprawdopodobna popularność filmów z portalu „Łączy nas piłka”? Oczywiście to zasługa piłkarzy, z których możemy być dumni, bo walczą i deklarują” Chcemy więcej”. To też ciężka praca 4 młodych gentelmenów, którzy są z reprezentacją od rana do nocy, wrzucają do sieci zmontowane, ale surowe reporterskie zdjęcia, z nierównym dźwiękiem, nierównym światłem, z nieustawianymi tekstami. Czy jakaś telewizja ma zdjęcie Kuby Błaszczykowskiego, który zapowiada, że z 40 metrów trafi w poprzeczkę i za chwilę w nią trafia? Tylko jedna kamera była przy tym. Ekipa ma pełne zaufanie kadrowiczów, to są rówieśnicy, nadają na tych samych falach i znają granice prywatności i dobrego żartu. Królują w sieci, bo kibice chcą zobaczyć swoich idoli takimi jacy są. Fakt, że sprzęt jest profesjonalny, w tym wypadku nie przeszkadza.

Fot. materiały promocyjne

Inaczej wygląda sprawa z reaktywacją Aleksandry Jakubowskiej, która pojawiła się w sieci  z krótkimi komentarzami na temat bieżących wydarzeń. Niby internet, a czuć zapach lat osiemdziesiątych, jakaś kotara udająca horyzont, jakaś pseudoluksusowa kanapa z ubiegłego stulecia, sama Aleksandra dopieszczona, i oświetleniem, i garderobą. Raczej mocno silver target to ogląda, bo młodzi wolą prawie rówieśnika Oli, słynnego amerykańskiego Polaka Maxa Kolonkę. Ten z kolei potoczyście opowiada do jednej kamerki, z jakimś naturalnym tłem i naturalną chropowatością. Im bardziej kontrowersyjnie opowiada, tym bardziej jest oglądany. Więc Max opowiada. Ola komentuje. On jest gwiazdą, ona jest zbyt poprawna, uładzona i profesjonalna. Różnicę widać w liczbie odtworzeń. Kolosalną różnicę.

Nie wspominam już o blogerkach, mentorach, gwiazdach gier, muzyki, kabaretu, surrealizmu. Tak… surrealizmu. Pisałem już o tym, że Wardęga świetnie dogadywałby się z Salvatorem Dalim czy Bunuelem. Oni niestety nie mieli internetu. Wardęga ma i nie waha się go użyć.

Założyciele startupów również brylują. Ci z sukcesem, opowiadają ile razy się potykali zanim zwyciężyli. Ci z porażką, udają zwycięzców. Jak ich odróżnić? Zwycięzcy mają głęboko w…hmm…szafie wszelkie wyszkolone miny, gestykulacje i sloganowe zwroty z książek. Są naturalni. No a Ci co udają, bajerują nadużywając kiepskiego angielskiego, oklepanych cytatów, nieprawdopodobnej gestykulacji, która może jedynie rozbawić. Pozycja otwarta, spolegliwa, autorytarna i znów otwarta. WTF?

Każdy może wystąpić w sieci, nie każdy będzie wiarygodny.

INTERNET = AUTENTYCZNOŚĆ?

Podane przykłady świadczą o tym, że nie czekamy na cukierkowe obrazki w necie. One mają być prawdziwe. Jarek Kuźniar nagrywając wywiad w aucie, przejechał obok domu bohatera, zanim ten się zorientował, że miał właśnie o tym domu opowiadać. W telewizji byłby dubel, poprawienie światła, mikrofonów, charakteryzacji,  wstrzymanie ruchu na ulicy. W filmiku Jarka, zrobionym jedną kamerką, wszystko potoczyło się naturalnie dalej. Było autentyczne.

Rozwój technologii powoduje, że dosłownie każdy może znaleźć swój sposób na zaistnienie w sieci. Co więcej, filmy mogą trafiać do najbardziej pożądanych, konkretnych odbiorców. Sąsiadów, rowerzystów, biegaczy , kibiców. Do młodych dynamicznych, czy starszych histerycznych. Na popularności zyskuje telewizja śniadaniowa „Pelasia i przyjaciele”. Sąsiedzi z Lublina zrobili program emitowany w internecie. Skoro oni mogli – Ty też możesz. Napiszę jak kołcz: Nie ograniczaj swoich marzeń. Zrób to! Tylko proszę, naucz się wcześniej podstaw zachowania przed kamerą, ćwiczeń rozluźniających mięśnie twarzy, popracuj nad dykcją i kilkoma podobnymi umiejętnościami. To proste.

Źródło: YouTube/Pelasia i przyjaciele

Czy wiecie, że przyszłością call center stają się łączenia video?

Nie chce przynudzać o marketingu, targetach, celach, harmonogramach. Doskonale się jednak orientujecie, że założenie wewnątrzkorporacyjnej telewizji jest naturalne i niezbędne, że umiejętne jej wykorzystanie poprawi Wasze notowania, że nagrywanie własnych filmików to podstawa autopromocji. Skoro emerytki z Lublina mogą, to Ty też możesz. No i jeszcze jedna uwaga – gdziekolwiek wrzucamy film, należy go dokładnie opisać, bo algorytmy Googla, są nastawione na tekst, nie na obrazek. Pozycjonowanie jest ważne, to podstawa każdego szkolenia medialnego.

W nagrodę mały trailer Bourne, specjalnie przygotowany przez superpopularny Screen Junkies : The Bourne Trilogy.