Badacz czy reasercher? Niepoważni ludzie do poważnych spraw

Autor: 26 sierpnia 2016 publicrelations.pl

Media to bazar, gdzie sprzedaje się emocje, twarze (i nie tylko) oraz to co najcenniejsze – informacje. Jakie? Wszystkie. Kto je zdobywa? Podobno dziennikarze, ale głównie reasercherzy. Młodzi, dynamiczni, rezolutni, bezczelni i bezwzględni. Najlepsi szybko awansują i będą wykorzystywać następnych. Gdy przejdziesz szkolenie medialne, to Ty wykorzystasz zdobyte informacje, dla własnych korzyści, wizerunku, pozycji.

Po co Ci reasercher?

Odpowiedź jest prosta: żeby wiedzieć jak najwięcej. To odpowiedzialne zadanie zwykle jest powierzane żółtodziobom. Albo sobie poradzą, albo …przyjdą następni. W telewizji śniadaniowej kilkanaście ambitnych kandydatek na gwiazdy, równolegle zaprasza przez telefon gości do programu. Wyobrażacie sobie ten harmider? To fabryka, 3 godziny programu na żywo, goście, łączenia, występy, kuchnia… czasem delikatnie, bo to rano, sypialnia. Dziewczyny mają listy setek ekspertów, ten od stringów, inny od paznokci, mistrzynie w dopasowywaniu biustonoszy, stylistki i kandydatki na stylistki, blogerki, kabareciarze, politycy, finansiści i naukowcy. Gwiazdy, meteoryty i agenci gwiazd i meteorytów. Dziewczyny dzwonią, umawiają, opowiadają i zachęcają. Ktoś odmawia, ktoś strzela focha, ktoś jest zajęty. To naprawdę ważne zadanie, bez gości, ciekawych gości, program traci rację bytu. Przychodzą Ci co dali się namówić, Ci co chcą się wylansować i Ci co właśnie promują książkę, płytę, spektakl czy film. Mogą rozmawiać np. o zaletach noszenia pończoch, by zakończyć zaproszeniem na Hamleta. Albo lekarze, którzy stają się ulubieńcami gwiazd, czy też ekonomiści, którzy liczą na nowe oferty pracy. Banał. Namiary na wszystkich ma reasercher. A jak nie ma? To zdobywa.

Co się dzieje gdy np. w Nowej Zelandii toczy się spektakularny proces? Można zadzwonić do wielu Nowozelandczyków, ale najlepszy byłby rodowity Polak. Jak go znaleźć? Proste, wrzucamy w Google – Nowa Zelandia polski sklep. Aborygeni go raczej nie prowadzą. Gdy ścigasz reżysera, który odebrał Oscara, ale nie odbiera komórki, dzwonisz do jego najlepszego kumpla, lub kogoś kto jest obok. Itp. Itd. Każdy zawód ma swoje tricki i… giełdę informacji . W ostateczności zawsze jest fejs.

Czy ja potrzebuję reaserchera?

Tak, tak, jeszcze raz tak. Tego z mediów, żeby znaleźć się na jego liście ekspertów. Tego ze swojej firmy, żebyś sam nie szukał wszystkich informacji. Jakich informacji? Niezbędnych.

Szkoda Twego czasu, Ty masz zarabiać. Załóżmy, że jesteś zaproszony do telewizji śniadaniowej właśnie. Dobrze wiedzieć z kim będziesz występował, na jaki temat, kto z Tobą rozmawia, czy ma np. poczucie humoru na własny temat albo czy pali marychę na imprezach. To nie żart. Dobrze być dobrze przygotowanym. Gdy prowadziłem program ekonomiczny, co poważniejsi goście przyznawali, że robili reaserch również na mój temat. Taki reaserch to nie tylko Google, to znajomi, ich opinie i uwagi. Po co? Żeby nikt Cię nie zaskoczył. Dziennikarze, goście, wydawcy – to tylko ludzie. Każdy ma lepszy lub gorszy dzień, lepsze lub gorsze sympatie i antypatie, mniejsze lub większe wady i zalety. Każdy, bezwzględnie każdy, jest ponadprzeciętnie próżny. Więc albo wykorzystają Ciebie albo Ty wykorzystaj swoje zaproszenie do programu.

To nic osobistego

Podobno bywam czasem złośliwy. Generalnie nic mi na ten temat nie wiadomo, ale kiedyś moi goście próbowali przejąć kontrolę nad programem. Żeby ostudzić ich zapędy zadałem naiwne pytanie: Czy Niemcy też biorą kredyty we frankach? Wybitni analitycy ogromnych banków próbowali w studiu pełnym kamer udawać, że ich nie ma. Oczywiście pozwoliłem im wyjść z twarzą z opresji, bo ja zrobiłem reaserch, oni nie. Odbyli tylko pobieżne szkolenie medialne i poczuli się jak gwiazdy. Występ nawet minutowy, wymaga solidnego przygotowania. Chyba, że ktoś jest mistrzem lania wody, wtedy podłącza sobie kamerkę i może nawet przez godzinę odmieniać słowo biznes w różnych konfiguracjach. Tak jak Max Kolonko deliberujący o misji telewizji. Tylko po co? Szkoda Waszego czasu.

Podałem przykłady lekkie, łatwe i przyjemne. Natomiast w „wadze ciężkiej”, czyli twardej publicystyce obowiązują podobne zasady , tylko bardziej. Zawsze, ale to zawsze trzeba się solidnie przygotować do programu. Media to bazar, a tam trzeba mieć oczy dookoła głowy.